sobota, 7 stycznia 2012
Hot Fuzz: Ostre psy
Za "Hot Fuzz" zabrałem się po obejrzeniu "Topu 20 ulubionych komedii" Nostalgia Critica. Po prostu zastanowiło mnie, jak musiała wyglądać komedia, która prześcignęła w rankingu takie dzieła, jak "Shrek 2", "Żywot Briana" czy "Hot Shots, część 2". No i się przekonałem.
"Hot Fuzz" to sama kwintesencja brytyjskiego humoru. Z kamienną twarzą, w ponurej stylistyce twórcy filmu wyśmiewają dokładnie wszystkie klisze amerykańskiego kina sensacyjnego. Sierżant Angel jest prawy i doskonały, jego partner to przygłupawy grubas, policja to zgraja dupków, komisarz zaś jest niepokojąco pozytywny.
A wszystko jest tak jawnie przegięte, że nie sposób powstrzymać się od śmiechu.
Gra aktorska jest wprost doskonała. Szczególnie Simon Pegg w roli głównej trzyma poziom, ale wszystko dają z siebie także Jim Broadbent czy Timothy Dalton.
Muzyka - złożona głównie z równie przegiętych co cały film hardrockowych kawałków - jest dopasowana idealnie i ocieka tym charakterystycznym, amerykańskim testosteronem, którym rzygają produkcje z udziałem Chucka Norrisa czy Sylvestra Stallone.
I ci bohaterowie - każdy z nich jest zbudowany z rozmysłem przez kogoś, kto oglądał naprawdę dużo filmów "karabinu i maczety". Każdy z nich parodiuje nie tyle jakąś konkretną postać, co styl ich tworzenia, który można - z nielicznymi wyjątkami - zauważyć w niemal wszystkich amerykańskich filmach sensacyjnych.
Polecam, polecam i jeszcze raz polecam każdemu, kto śmiał się na skeczach Monty Pythona czy na "Jak wkurzać ludzi". To jest komedia doskonała w każdym calu, brytyjska do granic niemożliwości i cholernie, ale to cholernie zabawna.
Ocena końcowa:
8+/10
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Ależ oczywiście, że cholernie zabawna. Cholernie genialna też. Uwielbiam ten duet **)
OdpowiedzUsuńA zauważyłeś to nawiązanie do "Wysypu żywych trupów"? Genialne.